PMP14: Dzieciaki na weselu

Dzieciaki są ekstra… ale wesele to niekoniecznie jest miejsce dla nich. A może jednak jest? O tym w dzisiejszym Pimp My Party!


Początek czerwca niezmiennie od lat kojarzy mi się z Dniem Dziecka, czyli takim bardzo sympatycznym świętem, na które wyczekiwałem z wielkim utęsknieniem. Z tego, co zauważyłem ostatnio, przeglądając różne grupy na facebooku, fora weselne, a także blogi, to temat dzieci – w kontekście ich obecności na przyjęciach, ślubach i weselach – nie wiedzieć czemu zrobił się bardzo modny. Myślę, że jest to taki element, na który warto wrócić uwagę, warto się trochę nad nim zastanowić i sobie zważyć, czy dzieci powinny się pojawiać na przyjęciach weselnych. Takie pytanie zadają często panny młode na forach. I od próby odpowiedzi na to pytanie chciałbym rozpocząć ten podkast. Później podpowiem co zrobić z dzieciakami, jeśli się one na tym przyjęciu jednak pojawią.
No to co – zapraszać, czy nie zapraszać? Wpuszczać dzieciaki na wesele, czy nie? Odpowiedź jest tradycyjnie bardzo prosta: „To zależy”. To zależy przede wszystkim od was, od tego, jaki jest w ogóle wasz stosunek do dzieciaków, ale także od tego, jak ma – waszym zdaniem – wyglądać przyjęcie. Czy ma to być niezobowiązujące, naturalne garden party pod namiotem, czy przyjęcie odbędzie się w sali, która dysponuje dużym ogrodem, gdzie goście będą czuć się swobodnie – trochę potańczą, trochę podjedzą, trochę wypiją. Czy będzie to właśnie taki, niezobowiązujący klimat przyjęcia. Jeśli tak, to obecność dzieciaków na pewno źle na to przyjęcie nie wpłynie. Na pewno taki klimat wręcz podkręci. Podkreśli sielankowość, niespieszność i swobodę. Pamiętajcie, że tego typu przyjęcie sprawia, że goście mogą się z niego wcześniej dyskretnie ulotnić (szczególnie ci, którzy mają dzieci i muszą się nimi zająć).
Natomiast, jeśli szykujecie dorosłą imprezę (wręcz popijawę), intensywną zabawę na sali, która de facto jest sama sobie, gdzie nie ma dodatkowej przestrzeni by z niej uciec, będzie głośna muzyka oraz dużo alkoholu, to tam jest dużo mniej przestrzeni dla dzieciaków.

[Muzyka]

Ludzie, którzy stoją przed trudnym zadaniem zaproszenia gości na swoje przyjęcie, bardzo często są przerażeni. Przerażeni przede wszystkim tym, iż uważają, że ktoś się na nich obrazi. Jeśli jednej kuzynce pozwolą zabrać swojego dzieciaka (bo dobrze go znają), a drugiej nie pozwolą, to ta druga się obrazi, albo obrazi się ciocia, czy ktoś inny i będzie kwa w rodzinie. Zasadniczo zawsze sugeruję, żeby nie zapraszać na przyjęcie ludzi, których się boimy, których reakcji się boimy. Zapraszajmy tych, z którymi będziemy się czuć dobrze i których na pewno nie będziemy się bać. Sugeruję, żeby podejść do sprawy jakościowo. Czyli, na początku zakładamy: chcemy, żeby były dzieci, albo nie chcemy, żeby były, lub też chcemy, żeby było ich jak najmniej. Kolejny krok – w odpowiedni sposób porozmawiajmy z naszymi przyjaciółmi, bo podanie im suchego zaproszenia zawsze może coś zasugerować. Jeśli np. uznamy, że elegancko będzie zaprosić rodzinkę z dzieckiem, a rodzice niekoniecznie mają ochotę zabierać małego trzyletniego Pawełka ze sobą, to będą mieli dylemat – skoro Pawełek jest na zaproszeniu, no to (cholera jasna) chyba trzeba go wziąć. Może to też być argument dla rodziców zaproszonych gości, z którymi zapraszacie np. kuzynkę, i na zaproszeniu pojawia się jej synek, a ona wolałaby iść sama. Jej mamusia (wasza ciocia) powie: „no nie nie, Pawełek jest zaproszony, trzeba go zabrać”. A potem, droga kuzynko, męcz się przez całe przyjęcie z małym Pawełkiem (czy innym Jurkiem albo Zenkiem). Sugeruję więc, jeśli wam zależy, żeby dzieci były, by najpierw zadzwonić, pogadać, powiedzieć np.: „Słuchajcie, tak i tak będzie wyglądało nasze przyjęcie; ono będzie w takim miejscu, gdzie dzieci będą bardzo mile widziane, bo tam będzie super, tam będzie przestrzeń, ogród. Sugerujemy, żebyście wzięli dzieciaka, nie będzie się tam nudził, będzie sporo dzieciaków, zorganizujemy opiekę animatora. Weźcie go”. Albo w drugą stronę, sugerując: „No wiecie, tam będzie jedna sala, nie będzie za dużo przestrzeni, będzie głośno, nie będzie za bardzo gdzie dzieciaki posłać. Jeśli możecie, to zostawcie dziecko z opiekunką”. Jeśli wybadacie w czasie rozmowy, że nie mają możliwości, by znaleźć opiekunkę, albo zostawić dziecko z kimś zaprzyjaźnionym, to wtedy ostrzeżcie ich o tych wszystkich mankamentach. Oni też będą mieli świadomość tego, że być może np. znikną z przyjęcia o którejś godzinie z dzieciakiem i później na nie wrócą, albo ktoś przyjedzie po dziecko. Czasami zdarza, że dziecko jest na początku przyjęcia, a później (np. o dziewiątej) przyjeżdża ciocia, babcia, wujek, czy ktoś inny i zabierają dziecko ze sobą – i wtedy wilk jest syty i owca cała. Tak że pamiętajcie – zaproszenie to już jest pewnego rodzaju oferta, pewnego rodzaju sugestia od was.
Warto wcześniej wybadać i zastanowić się, czy dany dzieciak powinien (czy nie powinien) być na tym przyjęciu. Jeśli jest to starsze dziecko, np. nastolatek, to też warto się zastanowić, czy on sam będzie miał ochotę na to, żeby na tym przyjęciu się pojawić. Jeśli np. zaprosicie czternastolatka, który nie przepada za przyjęciami i wolałby zarwać nockę przy grach komputerowych (ja tak robiłem, gdy byłem zapraszany), to otrzymawszy zaproszenie, siłą rzeczy będzie musiał iść na przyjęcie. Zajmie miejsce, będzie się nudzić (szczególnie jeśli na sali nie ma wi-fi) i zastanawiać się, jak z tego przyjęcia nawiać, a także jak nie dać się wycałować i wytarmosić wszystkim ciociom i babciom. Nie każdy lubi takie rodzinne spędy – warto więc zapytać się tam mamusi takiego delikwenta, a także jego samego, czy w ogóle jest sens go zapraszać. Bo czy w ogóle jest sens kogoś na siłę ciągnąć na swoje przyjęcie? Przecież właśnie o to chodzi, by mieć na przyjęciu ludzi, którzy są zadowoleni z tego, że tam są i są w stosunkowo pozytywnym nastroju.

[Muzyka]
Pogadajmy sobie teraz o tym najbardziej standardowym scenariuszu, czyli takim, że na przyjęciu pojawia się mniejsza bądź większa grupa dzieciaków i co z nimi wtedy robić.
Myślę, i zapewne się ze mną zgodzicie, że zapewnienie atrakcyjnej rozrywki dla dzieci powinno być wręcz punktem obowiązkowym na liście rzeczy do zrobienia. Są one przecież zaproszonymi gośćmi na waszym przyjęciu. Jeśli dla dorosłych organizujecie mnóstwo atrakcji (takich jak muzyka, jak tańce, jak być może bar, czy inne atrakcje), to warto jest pomyśleć o animatorze dla dzieci. W jednym z następnych podcastów gościem będzie świetna animatorka i wtedy sobie pogadamy o kulisach pracy animatora, o tym, czym tak naprawdę animator na przyjęciu się zajmuje. Rolą animatora jest przede wszystkim to, by w jakiś sposób wyciągnąć dzieciaki z tego przyjęcia. Dorośli będą mogli się swobodnie bawić, spędzać ze sobą czas, rozmawiać bez przeszkód. Dzieciaki, pod wodzą animatora, będą miały możliwość zapoznać się ze sobą, poznać swoich kuzynów, w pewien sposób zintegrować, a przede wszystkim po prostu nie będą przeszkadzały, bo gdzieś w innym miejscu będą się świetnie bawiły z animatorem. I do takiego spojrzenia na obecność dzieci i animatora na przyjęciu zachęcam.
Koszty wynajęcia animatora w stosunku do całego budżetu przyjęcia nie są duże. I (oczywiście jeśli tych dzieciaków jest chociaż o kilka więcej niż jeden), to myślę, że na pewno warto.
Drugą rzeczą, którą warto jest zrobić, to znaleźć jakieś miejsce, w którym dzieci będą mogły się zdrzemnąć. Chodzi o to, by animator, kiedy zakończy pracę, mógł powierzyć dzieciaki osobie, która zajmie się nimi, a one będą się mogły po prostu położyć spać. Nie mówię, że one muszą np. o godzinie dziewiątej położyć się spać, ale – jeśli jest to pokój z dużą liczbą poduszek na podłodze i dużym telewizorem, to dzieciaki mogą sobie usiąść i oglądać bajki. Można też zorganizować stanowisko z konsolą przy drugim telewizorze, gdzie można sobie pograć. Dzieciaki spędzą tam miło czas, nie zawracając równocześnie gitary swoim rodzicom. I to jest – moim zdaniem – cel, który powinien przyświecać organizatorom przyjęcia: zapewnić dzieciakom atrakcje dziecięce, takie na ich poziomie.
Z pewnością celem nie powinno być to, by dzieciaki brały udział w zabawach weselnych razem z innymi uczestnikami, by np. dwunastoletnie dziewczynki próbowały łapać welon rzucany przez pannę młodą, czy by panowie musieli rywalizować o muchę z jakimś ośmiolatkiem. Bardzo trudne są dla prowadzącego momenty, kiedy właśnie taka dziewczynka łapie bukiet, bo np. żadna inna z dziewcząt nie zdążyła tak szybko podnieść go ziemi, gdy ten zdążył upaść. Ona miała najbliżej, bo miała swoje metr czterdzieści, więc szybciutko złapała bukiet.. No i co zrobić dalej? Poprosić dziewczynkę, żeby bukiet przekazała innej pani, która będzie mogła zatańczyć z mężczyzną, który złapie muchę i oglądać wybuch płaczu takiego dzieciaka? No właśnie… Czy też robić taką megakarykaturalną sytuację, w której dwunasto- czy trzynastolatka tańczy z dorosłym facetem? Albo odwrotnie, czy dorosła kobieta musi tańczyć z jakimś małym chłopcem pierwszy taniec tej nowej „młodej pary” (czyli taki podstawowy element oczepin)? Zdecydowanie będzie lepiej dla wszystkich, by dziećmi zajął się animator. Uważam, że jest mnóstwo fajnych pomysłów na to, żeby dzieciaki czymś ciekawym i dla nich atrakcyjnym zająć na przyjęciu. To wy jako organizatorzy, wy jako młoda para, naprawdę niewielkim kosztem możecie to zorganizować, a wasi przyjaciele na pewno będą wam wdzięczni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *